/* Ad sense */ /* Ad sense end */ Partia Rakłem: Dzbaniarscy Anglicy pokazali swoją prawdziwą twarz

poniedziałek, 12 lipca 2021

Dzbaniarscy Anglicy pokazali swoją prawdziwą twarz

 


Euro 2020 zostanie zapamiętane na długie lata w pamięci piłkarskich kibiców. Dużo goli, dużo emocji, niespodziewane zwroty akcji i w końcu finał, który zostanie zapamiętany głównie z powodów pozasportowych. A mianowicie cały świat przekonał się, jakimi dzbanami są angielscy kibice. 

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy z was interesują się piłką nożną. I to jasna sprawa. Ale mistrzostwa Europy są takim wydarzeniem, które niełatwo jest ominąć, jeśli choć trochę interesujemy się tym, co dzieje się na świecie. I tak właśnie cała, piłkarska Europa, a nawet może i świat, żył tym turniejem. A emocje zostały podgrzane zwłaszcza pod koniec tego turnieju.

Wszystko zaczęło się w meczu półfinałowym Anglia-Dania. Już wówczas doszło do kuriozalnej sytuacji, gdy w połowie trwania dogrywki Anglicy dostali od sędziego karnego z kapelusza. Karnego, którego na raty wykorzystał kapitan zespołu z wysp Harry Kane i rozstrzygnął o tym, kto zagra w wielkim finale. 



Jednak nie tylko sam karny, ale i cała otoczka wokół meczu była co nie lada kontrowersyjna. Otóż Anglicy rzekomo z powodu zagrożenia COVID-19 ograniczyli możliwość przyjazdu na Wembley kibicom z Danii. Nie miało to znaczenia, że ledwie kilka dni później premier Boris Johnson ogłosił, że 19 lipca mają zamiar całkowicie znieść większość obostrzeń. UEFA zgodziła się pod warunkiem, że "ich kibice" (czytaj sponsorzy i działacze, którym rozdano bilety) będą mogli się zjawić pomimo zakazu. I tak ze święta futbolu zrobiono farsę. 

W dodatku fakt, iż Anglicy rozgrywali podczas Euro prawie wszystkie swoje mecze na Wembley, podczas gdy drużyna duńska musiała lecieć do oddalonego o 1000 km Baku, dolał dodatkowo oliwy do ognia. 

Kibice całej Europy dostrzegli niesprawiedliwość, która spotkała drużynę z Danii i zaczęli gorąco kibicować Włochom. Można powiedzieć, że byłem niejako „hipsterem”, bo Włochom kibicowałem od meczu z Turcją, gdy pięknie zdemolowali swojego rywala 3:0, grając piękny dla oka futbol. Cały piłkarski świat im kibicował. Cały, oprócz pewnej wysepki na północno-zachodnim skraju Europy. 

O słynnej bucie Anglików słyszał chyba już każdy. Nadal żyją w przekonaniu, że są znaczącym, światowym imperium i predestynuje ich to do niekontrolowanego, przesadnego poczucia wyższości nad całym światem. W przypadku futbolu jest dokładnie tak samo. Przez pół wieku żyli w przekonaniu, że nie muszą występować w mistrzostwach świata, bo są najlepsi. Gdy w końcu postanowili powalczyć, w roku 1950 ich plany wygrania turnieju zweryfikowała półamatorska reprezentacja USA. Do dziś zdobyli tylko jedno trofeum – w 1966 roku, przy wydatnej pomocy sędziów, udało im się wygrać Mundial. I do teraz nie grali nawet w finale żadnej wielkiej imprezy.

Popularna w Anglii piosenka „Football's coming home” rozlegała się na ulicach brytyjskich miast. Przekonanie o tym, że wygrają Euro, było ogromne. Mówi się, że to w Polsce przed turniejami pompujemy balonik. W Anglii ten balon był napompowany do rozmiarów tak gargantuicznych, że lekkie smyrnięcie igłą sprawiłoby, że huk byłby słyszany na dalekiej Kamczatce. I zaiste tak się stało...

Wspomniałem o bucie Anglików. To właśnie o dzbaniarskim zachowaniu angielskich kibiców, dumnych synów Albionu, prezentujących znaną w całym świecie „klasę” i gentelmeński urok będzie ten artykuł, który opatrzyłem nieco przydługim wstępem.

Zaczęło się już przed meczem. Z racji tego, że balon został napompowany do rozmiarów ego Lecha Wałęsy, wszyscy chcieli zobaczyć, jak drużyna angielska zmiata z powierzchni ziemi swojego rywala. Ponieważ nie każdy był w stanie wejść na stadion, grupy jurnych dżentelmenów o twarzach odzwierciedlających ich niezmierną błyskotliwość i inteligencję, postanowiły po prostu wedrzeć się bez biletów. 

Jednak dumni wojownicy Jej Królewskiej Mości Elżbiety II postanowili dać wyraz swojemu niezadowoleniu z powodu tego, że ktoś śmiał nie wydać połowy swojej wypłaty na ten mecz i pomagali w iście angielskim stylu wyłapywać swoich pobratymców. 

Ostatecznie ochrona stadionu zdołała opanować oddziały szturmowe Royal Wanker Force, które urządziły desant na stadion. Ale to nie koniec wspaniałych wydarzeń, które miały miejsce tego wieczoru.

Jak można było się spodziewać, balon pękł. Tymi, którzy sprawili, że dupa zapiekła całą Anglię, było trzech mocniej opalonych chłopaków, którzy mieli poniżej 20 lat. Krytykowany trener Southgate przyznał, że popełnił błąd, bo myślał, że skoro na treningu świetnie strzelali karne, to w meczu o mistrzostwo, gdzie presja prawie 60 milionów kibiców była tak ogromna, że nawet doświadczony gracz mógłby mieć z nią problem, a co dopiero 19-letni gówniarz, świetnie sobie poradzą. No nie poradzili sobie. 

Angielscy kibice już dali się wcześniej zapamiętać z tego, że przezywali małą, niemiecką dziewczynkę od "zdzir" i "kurew". Miała jakieś 7 lat, ale na Twitterku poczucie anonimowości sprawia, że wyłącza się wszelki rozum. Podobnie było teraz, gdy owych trzech młodych piłkarzy o ciemnej karnacji, czyli Rashford, Sancho i Saka, stali się obiektem ataków angielskich fanów, którzy przestali pamiętać o klękaniu przed meczem, o wznoszeniu haseł "Black Lives Matter" i innym sygnalizowaniu swojej rzekomo antyrasistowskiej cnoty. Nie byli oni tak dyplomatyczni w swoich słowach, jak wcześniej – słowo "czarnuch" przewijało się w mniej lub bardziej skomplikowanych konfiguracjach słownych. 

Oprócz wyzwisk na mediach społecznościowych dodatkowo doszły uliczne burdy. Zamieszki, walki z policją, londyńskie ulice zdewastowane. Tak właśnie „poradzili sobie” w Anglii. A tymczasem przypomnijmy sobie jakąś burdę ostatnio w Polsce... ja nie pamiętam już od dawna, żeby coś się podobnego działo. 

Z pozdrowieniami dla wszystkich ojkofobów. 

I właśnie to jest też powód, dla którego wspominam o tym wszystkim. Jak Anglicy się zachowują, wie cała Europa. Wie o tym cały Kraków, którego rynek pachnie szczynami dumnych synów Albionu, którzy traktują nasze miasta jak miejsce taniego chlania i dupczenia. Nieraz dali się oni we znaki mieszkańcom grodu Kraka, a ich wyczyny to już niemal legenda. 

Ale gdzieś w głowach ojkofobów, napędzanych przez kompleks zachodu, nadal tli się przekonanie, że Polacy są gorsi, bardziej prymitywni, że nie przystają do poziomu cywilizowanego Europejczyka. No bo przecież gdzie Londyn, a gdzie Lądek-Zdrój? Tymczasem zwyczajny, polski seba z Golfem III i przeciętymi celami w życiu ma więcej klasy i taktu niż typowy John po dwóch Red Ale'ach wypitych w obskurnym, angielskim barze przed meczem. To widziała wczoraj cała Europa.

To, dlaczego Angole cieszą się wśród rodzimych ojkofobów większą estymą niż przeciętny Kowalski z prowincjonalnego miasteczka, jest fakt, iż Angole swoją prymitywność, poczucie wyższości i ksenofobię ukrywają pod płaszczykiem wzniosłych haseł progresywno-lewicowej poprawności politycznej, takich jak BLM czy LGBT. Brytyjski policjant powygłupia się z tęczową flagą na paradzie równości, kilku kopaczy klęknie dla Grzegorza Florydy i wszyscy myślą, że Anglia to kraj pełen miłości i tolerancji.

Coś wam powiem – jedyna różnica między Polakiem a mieszkańcem zachodu, zwłaszcza północnego zachodu, jest taka, że Polak wam szczerze powie, że czegoś lub kogoś nie lubi. Że coś mu się nie podoba, że ma z czymś problem. Anglik będzie szczerzył do ciebie mordę i udawał, że jesteś jego "great mate", po czym w głowie będzie mu się tlić myśl "fuckin, bloody Pole". To jest jedyna różnica. 

Po kilku piwskach i dużych emocjach Angole zdjęli maskę postępowych tęczusiów i pokazali swoją prawdziwą, skrywaną na co dzień twarz. Więc gdy jakiś lewak będzie znowu coś pierdział o tym, jakim jesteśmy nietolerancyjnym, zacofanym, prymitywnym narodem, pokażcie mu obrazki z Anglii. 

Na koniec bonus, jak się bawili Angole podczas zamieszek:

4 komentarze:

  1. Oj, straszne generalizowanie. I w Polsce mamy troglodytów bez rozumu.

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamy pierwszego. troglodytów w Polsce policzyły ba palcach jednej ręki drwal po przejściach. U angoli bycie troglodytą jest wpisane w DNA. Od menela na dworcu King's Cross do siwego, starego babsztyla którego bryt0lskie plemię nazywa królową

    OdpowiedzUsuń
  3. Polska jest diamentem świata. Gdyby wszyscy byliby jak Polska - to byłby tak na ziemi

    OdpowiedzUsuń
  4. Angielska patologia uważają się za lepszych ,a tak naprawdę to patole

    OdpowiedzUsuń