/* Ad sense */ /* Ad sense end */ Partia Rakłem: Big Tech finansuje portal robiący wodę z mózgu młodym Polakom. Dlaczego?

piątek, 9 lipca 2021

Big Tech finansuje portal robiący wodę z mózgu młodym Polakom. Dlaczego?

 

 
 
Kiepskie dziennikarstwo, beznadziejny warsztat językowy, redaktorzy mający po 18 lat. A jednak ktoś wpakował w ten projekt mnóstwo pieniędzy, a swoją cegiełkę w finansowaniu tego projektu dołożył największy gigant technologiczny Google. Dlaczego?

Na portal natrafiłem przypadkiem, moja znajoma skomentowała post na facebookowej stronie „Pudelka” na temat tego, że Disney rezygnuje ze zwrotu "Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta", by nie urazić jednego z przedstawicieli 256 innych pokemonów. Oczywiście reakcja większości ludzi była naturalna dla osób, które jeszcze przejawiają resztki zdrowego rozsądku – byli tym faktem oburzeni i twierdzili, w tym nawet ci deklarujący się jako lewicowcy, że absurd poprawności politycznej zaszedł już za daleko.

Z tym że to nie był „Pudelek”, ale nieznany mi do tej pory portal "Vibez", którego „Pudelek” treści promuje.


Owszem, dałem się "sklikbejtować" i wszedłem w link, bo byłem ciekawy co się znowu odjebało w tych Stanach. Szybko moją uwagę przykuł bardzo słaby warsztat literacki, chaos kompozycyjny i przede wszystkim wtrącanie własnych opinii autora tekstu, co jest skrajnie nieprofesjonalne z punktu widzenia dziennikarskiego rzemiosła. 

Jednak nieobiektywność redaktora i jego bardzo kiepski warsztat to niejedyna rzecz, która przykuła moją uwagę. Cały portal wygląda jak jakiś kurwa Instagram. Dosłownie. Obrzydliwa szata graficzna symulująca medium społecznościowe na urządzeniu mobilnym. Wygląda to jak mało udany start-up świeżo upieczonego absolwenta informatyki.

Pomyślałem sobie "Co to kurwa za gówno?", po czym zakląłem szpetnie. Od razu zacząłem szukać informacji na temat tego portalu. I znalazłem ciekawy artykuł na portalu Wirtualne Media. Link tutaj

Grupa Wirtualna Polska (Wirtualna Polska Media) uruchomiła platformę Vibez z myślą o młodych użytkownikach mobilnych. Tworzy ją redakcja młodych redaktorów, grafików i projektantów, ma być skierowana do generacji Z. Redaktor prowadzącą została Aneta Bańkowska.

W nowym serwisie dostępnym pod adresem vibez.pl znajdą się tematy dotyczące ekologii, edukacji seksualnej, walki z dyskryminacją, zdrowiem psychicznym, ale i lifestylem.

Zespół tworzą osoby w wieku od 18 do 23 lat, które pracują zdalnie i przygotowują materiały całkowicie poza cyklem wydawniczym tradycyjnego medium internetowego. Redaktor prowadzącą została Aneta Bańkowska.
A więc wygląda na to, że duża, polska grupa medialna postanowiła zrobić portal dla typowych zoomerków. Tylko w bardziej stereotypowy sposób nie dało się tego zrobić, a fakt, iż prowadzą go dzieciaki bez szkoły dziennikarskiej, z beznadziejnym warsztatem językowym, bez znajomości podstawowych zasad pisania artykułów medialnych, wtrącających swoje opinie, o które nikt ich nie prosił, sprawia, że portal wygląda jeszcze bardziej żenująco. 

Najbardziej jednak kuriozalny jest jednak fakt, iż projekt ten sfinansowała firma... Google. 

Platforma została zrealizowana we współpracy z Google w ramach programu Google Digital News Initiative, otrzymała dofinansowanie w kategorii dużych projektów.

Zastanawiam się, jaki ma interes Google w tym, by finansować portal, który stoi na tak żenującym poziomie dziennikarskim? Z pewnością nie dla przyszłego zysku. Big Tech przejął już w zasadzie cały rynek medialny. De facto nie ma portalu na świecie, który nie używałby Ad Sense (łącznie z tym blogiem, pozdro mordeczki z Google'a). Praktycznie każdy, kto korzysta z internetu, korzysta też z wyszukiwarki Google. Prawie wszyscy internauci oglądają YouTube. Mnóstwo ludzi korzysta z Google Maps. Google jest wszędzie.

Przeczytajmy w ogóle o tym funduszu Google'a: 

Digital News Initiative to europejska organizacja utworzona przez Google w celu „wspierania wysokiej jakości dziennikarstwa za pomocą technologii i innowacji”.

Wystarczy wejść na portal, by zauważyć, że owo dziennikarstwo ma tyle wspólnego z wysoką jakością, co niebinarna "julka" ze zdrowiem psychicznym. Dziennikarstwo na tym portalu stoi, jak już wspomniałem, na żenująco niskim poziomie. 

Jednak oprócz tego okazało się, że tematem przewodnim portalu nie jest żaden lifestyle, jak w pierwszej chwili pomyślałem. Tak wyglądają kategorie artykułów na ich stronie:

 
 
Poglądy polityczne, wbrew temu co głosi Lewica, nie są aż tak bardzo zależne od wieku. Jest mnóstwo osób ze starszych pokoleń, z którymi absolutnie się nie zgadzam, a z kolei mnóstwo "zoomerów" obserwuje mój fanpage, a także inne, okołoprawicowe blogi i strony na Facebooku. Dlaczego zatem portal przypisuje im z góry przynależność do danej opcji światopoglądowej? Czy naprawdę nawet portal lifestyle'owy nie może być wolny od polityki? Portal, który w dodatku, nie oszukujmy się, jest skierowany do dzieci i młodzieży. 

Niestety coraz bardziej przekonuję się w opinii, że to wszystko jest z góry koordynowaną akcją mającą na celu wypranie mózgów całemu pokoleniu, że pewne tematy stricte polityczne mają nie być już "polityką", tylko "prawami człowieka". W ten sposób przesuwa się brutalnie Okno Overtona w lewą stronę. Penetruje się umysły młodzieży, próbując przekonać ich do pewnych stricte ideologicznych postaw i wmawia im, że jest to coś zupełnie normalnego. 

Sprzeciw wobec upolityczniania naszego życia publicznego, kolejnego wpychania postaw i idei, których nie podziela większość Polaków (a nawet większość Europejczyków, wbrew pozorom i powtarzanym wszem wobec utartym stereotypom) nie powinien być domeną jedynie konserwatywnej części społeczeństwa. Jak już wspomniałem, większość osób krytycznie wypowiadała się w komentarzach pod artykułem na stronie facebookowej "Pudelka" o pomyśle usunięcia zwrotu "Panie i panowie" przy powitaniu gości w Disneylandach. Sprzeciw w tym wypadku jest kwestią tego, czy chcemy żyć w całkowicie upolitycznionym świecie, gdzie dosłownie wszystko jest sprawą polityczną, czy, jak to lubią mówić zwolennicy ruchu LGBT, jest to "kwestia praw człowieka" i całkowicie dajemy nasz dyskurs zdominować przez politykę. 

Przesyt tego typu treści jest ogromny i można pomyśleć, że media celowo starają się tymi treściami zaspamować cały internet, żeby ów trend "znormalizować". Jest to jedno z ulubionych słów teoretyków progresywnej lewicy. Owa "normalizacja" jest właśnie procesem przyzwyczajania społeczeństwa do danych tematów, które są na skraju Okna Overtona, ale które mają zostać "znormalizowane", czyli wepchnięte ludziom na siłę w myśl zasady "kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą". Jeśli tysiąc razy powtórzysz, że "ruch LGBT to ludzie, a nie idea polityczna" lub "prawa LGBT to nie polityka, tylko prawa człowieka", to większość ludzi przyjmie to w końcu za prawdę. I tak samo jest w przypadku mediów – skoro tematy takie jak LGBT, seks (w domyśle lewicowa edukacja seksualna) czy Strajk Kobiet zaczynają być traktowane na równi z tematami takimi jak sport, muzyka czy tematy lifestyle'owe, to nietrudno odnieść wrażenia, że jest to próba zmiękczenia ludzi, że są to normalne, niepolityczne tematy, o których można, a nawet trzeba mówić jak o czymś oczywistym, a ludzie, którym to przeszkadza, to tylko grupka "szurów" lub "homofobów", nielicujących z normalnym, zdrowym, postępowym społeczeństwem. 

A wszystko to przy hojnym wsparciu największego giganta Big Tech na świecie, który kontroluje całkowicie rynek mediów internetowych na świecie. Dlaczego Google wspiera kiepskie dziennikarstwo? W kontekście wyżej wymienionych argumentów moja odpowiedź brzmi: nie wiem, choć się domyślam...

I tak się żyje właśnie w tym świecie klaunów...

Zapraszam również do obejrzenia filmu na ten sam temat. Link TUTAJ

Przy okazji tego wpisu, zachęcam do obejrzenia mojego filmu na temat sygnalizowania cnoty we współczesnym marketingu, co jest jednym z elementów tzw. "normalizacji", o której tutaj zdążyłem wspomnieć.


5 komentarzy:

  1. Autor tekstu piszę o słabym warsztacie językowym redaktorów wspomnianego portalu, po czym sam w swoim tekście używa sformułowania "co to kurwa za gówno". Jak widać osoba, która to pisała musi również popracować nad swoim zapleczem słownictwa, ale nie mogę nigdzie znaleźć wzmianki na ten temat. Powinniście chyba poprawić ten artykuł. To tyle, dalej nie czytałem.

    OdpowiedzUsuń